Twój e-mail:











Różaniec nr 03/796 2019 - TEMAT NUMERU

Kościół – Matka, którą kocham

Od lat jesteś w Kościele, ale dotąd nie zachwycił cię on niczym szczególnym? A może widzisz głównie jego słabości? Jak dostrzec siłę i piękno Kościoła?

KS. WOJCIECH PRZYBYLSKI

Jezus zbudował Kościół na Piotrze – opoce. To zatem Jego Kościół, Jego Ciało, i to On jest jego głową. Kościół jest owczarnią, a my owcami, które Pasterz prowadzi do nieba. Kościół jest znakiem i narzędziem zbawienia wszystkich ludzi. Kto chce, może do niego przyjść, bo jego drzwi są otwarte dla każdego. Kościół to dar, a za dar się dziękuje, całując ręce Pana. Podczas chrztu Bóg wszczepił każdego z nas w Ciało Jezusa. A więc od tamtej chwili to również twój Kościół i twoja Matka. Z tego powodu ma on również twoją twarz. Kiedy mówisz o Kościele, mówisz także o sobie. „Nie może mieć Boga za Ojca, kto nie ma Kościoła za Matkę” (św. Cyprian). Czy kochasz swoją Matkę?

Kościół jak latarnia morska

Kocham Kościół, bo dał mi go Jezus. Jest on moją duchową Ojczyzną. W nim jest mój dom. Do niego przychodzę jak do źródła. Moja Matka Kościół karmi mnie Słowem i Ciałem Pana, bym nie zasłabł w drodze, bym był mocny, bym kochał. Wśród zawirowań i zamętu – na targowisku świata, na którym sprzedaje się podróbki prawdy, towary o krótkim okresie przydatności, zwodzi obietnicą łatwego szczęścia – Kościół niezmiennie głosi Słowo Boże. Jest jak latarnia morska, która ukierunkowuje mój mały statek, moje życie, abym po krótszym lub dłuższym rejsie, wśród wichrów i nawałnic mógł bezpiecznie zawinąć do portu. W nim mogę odpocząć i nabrać sił, zanim znów wyruszę w drogę.

Kościół jest święty, bo mieszka w nim Święty Bóg, który poucza nas: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty” (1 P 1, 16). I wiem, że taki powinienem być. Kocham Kościół, bo nie przymyka oka na moje słabości, tylko mówi mi prawdę. Nie pobłaża, ale i nie zasmuca. Zachęca, dodaje odwagi, matczyną ręką karmi moje słabe serce, pragnąc je wzmocnić, by nie bało się dawać siebie innym. Gdy czuję się słaby, chory, grzeszny, zawsze mogę przyjść do Kościoła, by leczyć moje choroby. Nikt mnie stąd nie wyrzuca. W sakramencie pokuty ja, syn marnotrawny, przez posługę kapłana odzyskuję swoją godność, radość, blask mojej duszy. Tylko on, w imieniu Boga, może naprawdę uwolnić mnie od moich win.

Od kołyski aż po grób

Kościół jest ze mną na każdym etapie mojej ziemskiej wędrówki. Od kołyski aż po schyłek życia. Od chrztu, przez który wszczepia mnie w Boga, po sakrament namaszczenia chorych, przez który uwalnia mnie od zła i ujmując za rękę, pomaga odnaleźć szczęśliwe miejsce w domu Ojca. „Jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Ta prawda jest dla mnie źródłem najgłębszej nadziei, a nawet więcej: pewności, że Bóg jest i żyje wśród nas. To Kościół – Matka – nieustannie podtrzymuje w nas tę nadzieję, że śmierć połączona jest z otwarciem na nieśmiertelność, której gwarantem jest Nieśmiertelny Bóg. Że człowiek nie jest tylko prochem, ale umiłowanym dzieckiem Boga. A Bóg nie pozwoli mu zginąć.

W czasie wojny na stacji kolejowej pewien ojciec żegnał swojego jedynego syna udającego się na front. Kiedy dano już sygnał do odjazdu, mocno przycisnął go do piersi i powiedział: „Janku, mój kochany. Zrób wszystko, żeby cię nie zabili”. A gdy pociąg ruszał, jeszcze chwilę biegł obok i przez otwartą szybę wołał: „Janku, pamiętaj, bądź zawsze blisko generała!”. Co daje Kościół? Pewność, że zawsze jestem blisko Generała, blisko Boga. Że nic złego mi się nie stanie. Wiem po co toczę wszystkie życiowe bitwy, wiem po co żyję, cierpię, umieram. Wiem dokąd idę. Tę pewność może dać tylko Jezus żyjący w Kościele. Tylko w Nim jest możliwe spełnienie wszystkich tęsknot i pragnień ludzkiego serca. Może się to spełnić wyłącznie w Kościele, który daje Słowo życia, samego Chrystusa. „Do kogóż pójdziemy?” (J 6, 68).

Nawrócić się we wspólnocie Kościoła

Błażej Zawalidroga ze Skierniewic rozstał się z Kościołem jako młody chłopak. Jego rodzice byli obojętni religijnie. Dlatego praktykowanie wiary szybko stało się dla niego niezrozumiałe i niepotrzebne. Kilka lat zmagał się z problemem alkoholowym. Kradł. Staczał się z każdym dniem. Stracił mieszkanie. Gdy poznał Olę, dziewczyna zachęciła go, by poszedł na spotkanie biblijne. Wybrał się tam tylko po to, by udowodnić księdzu, że Ewangelia to bajeczki dla małych dzieci. Jednak kiedy ksiądz rzeczowo mu wszystko wyjaśnił, zaniemówił. Urzekł go jego sposób mówienia o Jezusie. Ziarno zostało zasiane.

Na rekolekcjach zobaczył ludzi radośnie wielbiących Boga. Pomyślał, że i on by tak chciał. Powiedział więc: „Panie, chcę! Wchodzę w to”. Wtedy poczuł w sercu nie tylko pokój, lecz także niesamowitą tęsknotę za Bogiem. Bardzo chciał zacząć naprawdę kochać. W czasie Mszy świętej usłyszał wyraźny głos: „Błażeju, kocham cię”. Poczuł ogarniającą go miłość Boga. Wracając do domu, opowiadał napotkanym ludziom, co go spotkało. W Kościele odnalazł sens życia, pokój serca, pełnię radości i miłość. Odnalazł Boga.

Szanowni Państwo, pragniemy poinformować, że stosujemy pliki cookies zgodnie z Polityką Cookies.
Korzystanie z tej witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. OK